Pierwsze spotkanie. Adopcja.
Wtedy cały lęk pt. „Co to będzie” ulatniał się, bo właśnie TO SIĘ DZIAŁO. Pierwsze spojrzenie. Pierwszy widok. Nie zapomnę go. Mały siedział na kolanach u taty (wujka) zastępczego. Obczajał nas swoimi mądrymi, niebieskimi oczami. Potem już poleciało. M. siedział na podłodze i bawił się paragonem, był tak zafascynowany. Ja z kolei byłam zafascynowana jego skupieniem. Kompletnie nie zainteresował się książeczką, którą przywieźliśmy. Siedzieliśmy obok. Obserwowaliśmy. Ja nauczona pracą z dziećmi, próbowałam skupić jego uwagę. W końcu, mały Człowieku, halo, mogę być Twoją mamą! Oczywiście mały Człowiek nie skumał chyba o co chodzi, bo nadal swoją uwagę kierował na paragon. Po czasie udało nam się nawiązać jakiś kontakt, a nawet rozśmieszyć go przez moment. To były naprawdę momenty, ale jakże ważne dla nas. Dające nadzieję. Najbardziej z tego spotkania zapamiętałam SPOKÓJ. Podejrzewam, że spokój i luz rodziców adopcyjnych udzielił się M. i nam. Obecność pani psycholog, która zachowała jasność umysłu, podczas gdy nas totalnie skupiał Mały Człowiek, była bezcenna.
Po pierwszym spotkaniu, mieliśmy trochę czasu do namysłu, żeby podjąć decyzję. Dla nas to podjęcie decyzji tak naprawdę na całe życie. Chociaż w głowach pojawiały się pytania, jak to będzie, czy na pewno sobie poradzimy, serce mocno podpowiadało, że TAK. Mamy świadomość, że żeby zbudować trwałą silną więź potrzeba czasu. Teraz od nas zależało, czy damy sobie ten czas. Niedawno dostałam wiadomość od koleżanki z takimi słowami :„Bóg współdziała z Wami we wszystkim dla Waszego dobra.” I tego się mocno trzymam.
Dziś, pisząc ten post jesteśmy już po drugim spotkaniu. To spotkanie pokazało nam jeszcze więcej. Było jeszcze więcej uśmiechu, pierwszych kroczków, zabawy, obserwacji. Mały okazał się być ciekawym świata, pogodnym, odważnym dzieckiem...
Co jeszcze się o Tobie dowiemy Mały Człowieku?




Komentarze
Prześlij komentarz