Patras, brzydkie, piękne miasto w Grecji
Patras, miasto położone na półwyspie peloponeskim, jedno z największych w Grecji. Według lokalnych opinii liczące ok. 300 tys. mieszkańców, a według wikipedii 170 tys. Prawdopodobnie prawda leży gdzieś po środku. Patras było dla mnie dużym zaskoczeniem, a na początku muszę się przyznać, że wręcz rozczarowaniem. Z czasem okazało się, że można tutaj znaleźć piękne zakątki, jednak pierwsze wrażenie dość mocno zostało mi w pamięci. Muszę zaznaczyć, że było to moje pierwsze zetknięcie z miastem greckim (nie licząc Aten) i miałam w głowie wyidealizowany obraz Grecji, miejsca gdzie mnóstwo ludzi spędza cudowne wczasy. Jak się potem okazało, na wyspach jest rzeczywiście pięknie. Patras jednak, nie leży na wyspie i nie jest miastem turystycznym, czyli bogaci turyści nie zostawiają tutaj swojej fortuny, co czyni je po prostu biednym miastem. Biednym miastem, dla biednych studentów, bo tak się składa, że to miasto studenckie. Idąc głównymi, głośnymi i co najgorsze zaśmieconymi ulicami, powoli pryskał czar moich cudownych wizji, na temat tego miejsca. Najbardziej bolał widok małych dzieciaków, obdartych, często bosych, które próbując zarobić parę groszy, szorowały okna samochodów. Zdarzało się, że przy dużych śmietnikach, stojących często na chodnikach, przemykał zwinnie szczur z długim ogonem. I nie da się nie wspomnieć o setkach dzikich kotów, które najczęściej koczowały niedaleko plaży. Te wszystkie obrazki uświadomiły mi, że Grecja jest po prostu biednym krajem, nie licząc wysp, które kwitną dzięki turystom.
Muszę również wspomnieć o niezwykłym ewenemencie, jakim jest komunikacja w mieście. A raczej jej brak. Owszem jeżdżą autobusy, nawet mają numery, ale o której godzinie przyjadą, to już jest zagadka. W niedzielę, chcieliśmy sobie zrobić małą wycieczkę, gdziekolwiek, więc udaliśmy się na przystanek w oczekiwaniu na autobus, który... nie przyjechał. Czekaliśmy ponad godzinę, a co najciekawsze, oprócz nas było kilka lokalsów, oczekujących na autobus widmo. Wszyscy po kolei, po ok. 20 min, odpuszczali i odchodzili. W końcu i nam skoczyła się cierpliwość. W Polsce w każdym mieście, a nawet miasteczku, na przystanku znajdziemy rozkład jazdy. W Patras niestety jeszcze tego nie wynaleźli. Na początku było to irytujące, jednak ta cała sytuacja, brak jeżdżących regularnie autobusów, tak doskonale oddaje mentalność greków, że z czasem patrzyliśmy na to z przymróżeniem oka. Pod koniec naszego pobytu w Patras, Kuba w końcu odnalazł stronę internetową z rozkładem jazdy i okazało się, że w niedziele autobusy po prostu nie jeżdżą, dzień święty święcić, proste.
Oczywiście, oprócz tej przykrej strony w mieście znajdują się też piękne, bogate dzielnice z dumnie stojącymi willami i domami. Z każdym dniem odkrywaliśmy coraz to ładniejsze miejsca, na przykład grecką winiarnie Achaia Clauss, powstałą w 1861 roku. Winiarnia jest położna na wzgórzu, gdzie rozpościera się piękny widok na miasto. Liczyliśmy z Kubą, na darmową degustacje wina, i owszem była możliwość degustacji, tylko nie za darmo. Za 1/4 kieliszka zapłaciliśmy 6 euro! Dlatego przez kolejne pół godziny, delektowaliśmy się tymi kilkoma łykami, żeby trochę uspokoić wyrzuty sumienia. Później w Lidlu kupiliśmy całą butelkę wina za 3 euro, moim zdaniem smakowało tak samo!
Kolejne, przyjemne miejsce na mapie Patras, mieści się przy plaży i jest to latarnia morska. Można sobie cyknąć ładne zdjęcie, a następnie udać się do kawiarni obok i napić zimnej kawy frappe. Uważam, że kawa mrożona w Grecji jest cudownym pomysłem, szczególnie w upalne dni, a takich nie brakuje. Dostaliśmy nawet dokładną instrukcje, jak taką kawę przygotować od rodowitej greczynki. Super doświadczenie.

Jedną z największych atrakcji miasta jest zamek, a raczej jego ruiny. Niestety nie napiszę zbyt wiele o tym miejscu, ponieważ gdy dotarliśmy strudzeni pod bramę zamku okazało się, że jest zamknięta. Największa atrakcja w mieście czynna tylko do 15.30. Nic mnie już w Grecji nie zdziwi.
Myślę, że zamiast szukać popularnych atrakcji najlepiej po prostu zgubić się wśród licznych ulic, dzielnic, skwerów i w ten sposób można znaleźć prawdziwe perełki.


Muszę również wspomnieć o niezwykłym ewenemencie, jakim jest komunikacja w mieście. A raczej jej brak. Owszem jeżdżą autobusy, nawet mają numery, ale o której godzinie przyjadą, to już jest zagadka. W niedzielę, chcieliśmy sobie zrobić małą wycieczkę, gdziekolwiek, więc udaliśmy się na przystanek w oczekiwaniu na autobus, który... nie przyjechał. Czekaliśmy ponad godzinę, a co najciekawsze, oprócz nas było kilka lokalsów, oczekujących na autobus widmo. Wszyscy po kolei, po ok. 20 min, odpuszczali i odchodzili. W końcu i nam skoczyła się cierpliwość. W Polsce w każdym mieście, a nawet miasteczku, na przystanku znajdziemy rozkład jazdy. W Patras niestety jeszcze tego nie wynaleźli. Na początku było to irytujące, jednak ta cała sytuacja, brak jeżdżących regularnie autobusów, tak doskonale oddaje mentalność greków, że z czasem patrzyliśmy na to z przymróżeniem oka. Pod koniec naszego pobytu w Patras, Kuba w końcu odnalazł stronę internetową z rozkładem jazdy i okazało się, że w niedziele autobusy po prostu nie jeżdżą, dzień święty święcić, proste.
Oczywiście, oprócz tej przykrej strony w mieście znajdują się też piękne, bogate dzielnice z dumnie stojącymi willami i domami. Z każdym dniem odkrywaliśmy coraz to ładniejsze miejsca, na przykład grecką winiarnie Achaia Clauss, powstałą w 1861 roku. Winiarnia jest położna na wzgórzu, gdzie rozpościera się piękny widok na miasto. Liczyliśmy z Kubą, na darmową degustacje wina, i owszem była możliwość degustacji, tylko nie za darmo. Za 1/4 kieliszka zapłaciliśmy 6 euro! Dlatego przez kolejne pół godziny, delektowaliśmy się tymi kilkoma łykami, żeby trochę uspokoić wyrzuty sumienia. Później w Lidlu kupiliśmy całą butelkę wina za 3 euro, moim zdaniem smakowało tak samo!
Kolejne, przyjemne miejsce na mapie Patras, mieści się przy plaży i jest to latarnia morska. Można sobie cyknąć ładne zdjęcie, a następnie udać się do kawiarni obok i napić zimnej kawy frappe. Uważam, że kawa mrożona w Grecji jest cudownym pomysłem, szczególnie w upalne dni, a takich nie brakuje. Dostaliśmy nawet dokładną instrukcje, jak taką kawę przygotować od rodowitej greczynki. Super doświadczenie.

Jedną z największych atrakcji miasta jest zamek, a raczej jego ruiny. Niestety nie napiszę zbyt wiele o tym miejscu, ponieważ gdy dotarliśmy strudzeni pod bramę zamku okazało się, że jest zamknięta. Największa atrakcja w mieście czynna tylko do 15.30. Nic mnie już w Grecji nie zdziwi.
Myślę, że zamiast szukać popularnych atrakcji najlepiej po prostu zgubić się wśród licznych ulic, dzielnic, skwerów i w ten sposób można znaleźć prawdziwe perełki.


Mam takie przemyślenia, że zawsze są dwie strony medalu, na przykład, takie Patras na pierwszy rzut oka nic ciekawego, wielkie, zatłoczone głośne miasto, jednak to wszystko przeplata się z uroczymi zakątkami. Trzeba pozwolić sobie na doświadczania tych dwóch stron, przecież gdyby wszystko było piękne, nie docenialibyśmy tego. Niestety, jesteśmy przyzwyczajeni oglądać w mediach społecznościowych idealne widoki z idealnych wakacji. Wiadomo, nikt nie robi zdjęcia śmietników na ulicy. Jednak warto o tym pamiętać, ponieważ z własnego doświadczenia wiem, że może to powodować frustrację. Jak to, przecież jestem w Grecji, gdzie są te cudowne widoki, piaszczyste plaże ze złotym piaskiem itd. Ależ są, ale na wszystko przyjdzie czas. Dobrze sobie to uświadomić.
Jeszcze muszę napisać o jednej cudownej sytuacji, jaka ma miejsce w Patras i prawdopodobnie w całej Grecji. Otóż, na każdym rogu ulicy jest kawiarnia, (podobno jest dofinansowanie od państwa na otwarcie kawiarni, stąd taka wielka ich liczba). A przy stolikach najczęściej przesiadują panowie, lokalsi, jest to ciekawy widok... Zastanawialiśmy się z Kubą, gdzie są kobiety, i okazało się że można je spotkać na targu.
Grecy bardzo lubią przesiadywać w kawiarniach, tawernach, dyskutować, celebrować, po prostu ze sobą być. Czasem, chodząc na wieczorne spacery, widzieliśmy całe rodziny przesiadujące przy stołach, do późnych godzin. Bardzo mi się to podoba...
Jeszcze muszę napisać o jednej cudownej sytuacji, jaka ma miejsce w Patras i prawdopodobnie w całej Grecji. Otóż, na każdym rogu ulicy jest kawiarnia, (podobno jest dofinansowanie od państwa na otwarcie kawiarni, stąd taka wielka ich liczba). A przy stolikach najczęściej przesiadują panowie, lokalsi, jest to ciekawy widok... Zastanawialiśmy się z Kubą, gdzie są kobiety, i okazało się że można je spotkać na targu.
Grecy bardzo lubią przesiadywać w kawiarniach, tawernach, dyskutować, celebrować, po prostu ze sobą być. Czasem, chodząc na wieczorne spacery, widzieliśmy całe rodziny przesiadujące przy stołach, do późnych godzin. Bardzo mi się to podoba...
Jestem wdzięczna za ten miesiąc w Patras... Za jego brzydką i piękna odsłonę... Za ludzi, których tutaj poznaliśmy, za życzliwość jaką doświadczyliśmy...
Dziękuję.
Dziękuję.


Komentarze
Prześlij komentarz