Podróże nieidealne...

Podróżowanie. Jak to cudownie brzmi... I owszem jest cudowne, ale nieidealne! Jak to w życiu bywa, wszystko ma swoje dobre i złe strony. Chciałabym dziś trochę opowiedzieć o podróżach nieidealnych, ale prawdziwych. O tym, że przychodzi moment, kiedy chce się płakać, kiedy wszystko idzie jak po gruzie, kiedy po trzech godzinach łapania autostopa w upalny dzień, i tak trzeba szukać autobusu. To jest normalne!



Życie w podróży wygląda całkiem inaczej, niż życie w jednym mieście, spanie w swoim mieszkaniu, spotykanie się z ludźmi, których się zna. To jest totalnie inny wymiar. Podobno wakacje i związane z tym planowanie, pakowanie, szukanie transportu itd., generują wielki stres! Dlatego przeważnie po wakacjach potrzebujemy kolejnego tygodnia na odpoczynek...

Ostanio mieliśmy kilka bardzo stresujących dni. W sobotę o 18.00 dowiedzieliśmy się, że nasz samolot który miał wylecieć o 22.00 został odwołany. Niby żadna tragedia, ale stresu było niemało! Załatwianie kolejnego samolotu, oczywiście z przesiadką w niespodziewanym miejscu, szukanie noclegu, transportu. Na dodatek okazało się, że na wyspie Zakynthos jest wysyp turystów i nawet taksówkarze nie nadążają! Dlatego w ramach przejazdu zabierają kilka osób naraz. Jeszcze się nigdy z czymś takim nie spotkaliśmy!

Jadąc wieczorem taksówką z Kubą, kierowcą i jakąś nieznajomą parą, miałam już takie wyczerpanie psychiczne i fizyczne, że było mi wszystko jedno, co się dzieje. A perspektywa kolejnego dnia spędzonego na lotniskach wcale nie była zachwycająca.

W takich sytuacjach jak ta, łatwo dochodzi do nieporozumień, wzajemnych pretensji, czasem kłótni, niestety. I chociaż staramy się wspierać z Kubą, to jednak jesteśmy tylko ludźmi i różnie nam to wychodzi. Na szczęście, następnego dnia, nie odwołano żadnego naszego samolotu, więc w końcu dotarliśmy do celu jakim był Rzym. Następnym punktem był pociąg do miasteczka w Toskanii. Kuba jeszcze przed przylotem kupił bilety przez internet. Niestety, okazało się że na złą godzinę! Znów trzeba było anulować bilety, straciliśmy przy tym trochę pieniędzy, czasu i energii. Chciałabym jednak zaznaczyć, że cała ta sytuacja nauczyła mnie wyrozumiałości i cierpliwości do samej siebie i do Kuby... W końcu jesteśmy w podróży, nie możemy przewidzieć wszystkiego. Czasem jesteśmy zbyt zmęczeni i popełniamy błędy - trudno, stało się - spróbujmy dać sobie trochę luzu i wyrozumiałości.

Kolejnym niełatwym punktem w podróży, przynajmniej dla mnie, jest przyjazd do nowego miejsca. Nowe otoczenie, ludzie, inny język, kultura. I chociaż jest to niesamowite, to jednoczenie trudne. Potrzebuję przynajmniej kilku dni na adaptacje. Daje sobie czas na poznanie z nowym miejscem, który na kilka kolejnych tygodni ma być dla mnie domem, a ludzie, którzy tu mieszkają stają się moją rodziną.

Ale co najważniejsze to fakt, że zawsze po burzy przychodzi słońce. Po ciężkich trzech dniach w podróży, dotarliśmy w końcu do Toskanii, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia (chyba zacznę szukać kamiennego domku do zamieszkania tu na stałe!). W takim momencie zapominam o tym, że kilka godzin temu płakałam, że chce wrócić do domu, którego zresztą nie mamy...







W podróży jesteśmy narażeni na sytuacje, których nie doświadczaliśmy żyjąc spokojnie w Polsce. W ciągu jednego miesiąca poznajemy mnóstwo nowych ludzi, czasem jesteśmy zależni od ludzkiej życzliwości, gościnności. Jest to niezwykła lekcja pokory, kiedy wiem, że nie mogę uciec do swojego bezpiecznego mieszkanka, ale muszę zmierzyć się ze swoimi lękami i wyzwaniami jakie niesie droga.

Przypominała mi się jeszcze jedna sytuacja, kiedy miałam naprawdę dość. Wyruszyliśmy z Kubą w greckie góry, mając w głowie obraz pięknych polskich szlaków, a co najważniejsze oznaczonych. Jak łatwo się domyślić, w Grecji sytuacja wygląda trochę inaczej. Już na początku wędrówki na naszej drodze stanęła przeszkoda w postaci wściekle szczekającego psa. Natychmiast ogarnął mnie paraliżujący strach i stwierdziłam, że dalej nie idę. W takiej sytuacji, mój biedny mąż musiał poszukać innej ścieżki. Udało się, weszliśmy na kolejną drogę szutrową, która po chwili się skończyła, a nam zostały dwa wyjścia. Wycofać się i wrócić ze spuszczoną głową albo wspinać się żlebem, po grząskich kamieniach mając obok siebie przepaść. Obie opcje wydawały mi się beznadzieje. W końcu chęć przygody i duma zwyciężyły, więc powoli ruszyliśmy do przodu mając nadzieję, że w końcu trafimy na normalną ścieżkę. Po drodze przeżyłam naprawdę tragiczne chwile, biorąc pod uwagę mój lęk wysokości... Najgorsze co mogłam zrobić to spojrzeć w dół w przepaść i niestety tak zrobiłam... Pod nogami czułam osuwające się kamienie, a w klatce piersiowej szalejące ze strachu serce. Ogarnęła mnie panika, chociaż wysokość nie była jakaś powalająca, to jednak mój mózg nie chciał współpracować. W końcu wzięłam kilka głębokich oddechów i nie wiem jakim cudem wspięłam się na wąską ścieżkę, gdzie czekał na mnie Kuba. W tamtym momencie po raz pierwszy, popłakałam się w górach. Co ostatecznie dobrze mi zrobiło, bo razem ze łzami wypłynął cały stres i napięcie. Jednak jedyne co miałam w głowie, to myśl, co my tutaj do cholery robimy!

Oczywiście po kilku godzinach, kiedy już znaleźliśmy właściwy szlak, a widoki zapierały dech w piersiach, szybko zapomniałam o tym trudnym poranku. Dodatkowo podczas wędrówki, spotkaliśmy uroczego, wielkiego żółwia, co zrekompensowało wszystko.





Takich historii jest wiele, zapewne każdy to zna z własnego życia - są momenty radości, ale też trudności, których doświadczanie kształtuje nasz charakter i ducha!
Z całego serca polecam podróże, jeśli ktoś tylko ma takie pragnienie! Warto jednak pamiętać, że oprócz pięknych zdjęć, podróżowanie to ciągłe wyzwania i wiele sytuacji, na które nie da się przygotować. Pytanie brzmi, jak na nie zareagujemy, czy z pokorą przyjmiemy porażki i wyciągniemy wnioski, czy będziemy mieć żal do losu, że nas tak prowadzi. Polecam bardzo pierwszy wybór!

W tym momencie jestem wdzięczna za wszystkie porażki i trudy, jakich doświadczamy w podróży. Daje sobie przestrzeń na gorsze dni. Z czasem przyjdzie zrozumienie, akceptacja a nawet wdzięczność! Bo wszystko czego doświadczamy jest ostatecznie darem!

A kiedy mam już naprawdę wszystkiego dość, i nie chce mi się nawet nieść mojego plecaka, mój kochany mąż wygląda tak... Kuba dobrze że jesteś!


Komentarze

Popularne posty