Arrivederci Roma

Rzym. Ostatni przystanek podczas naszej włoskiej podróży. Jak zwykle, nie planowaliśmy pobytu tutaj. Okazało się jednak, że Ciocia Kuby, mieszkająca w Rzymie, wyjeżdża na urlop i możemy zaopiekować się jej mieszkaniem. Nocleg w Wiecznym Mieście za darmo. Brzmi cudownie. Naszym głównym celem było zwolnić i odpocząć. Tak, można spędzić tydzień w Rzymie, nie zwiedzając głównych atrakcji. Jestem przekonana, że Koloseum i Bazylika św. Piotra stoją dokładnie w tym samym miejscu i mają się świetnie. Na swoje usprawiedliwienie muszę powiedzieć, że będąc w Rzymie po raz pierwszy, zobaczyłam wszystkie ważne obiekty. Ponadto, urlop w lipcu w tym mieście, jest naprawdę kiepskim pomysłem. Temperatury sięgające 40 stopni Celsjusza nie umilają zwiedzania.
Mieszkanie, w którym się zatrzymaliśmy, nie jest w centrum miasta. Dzięki temu mogliśmy obserwować jak żyją lokalni rzymianie. Jak to niesamowicie brzmi. Rzymianie. Zapewniam Was, że nie chodzą już w białych tunikach i togach. Za to sandałki rzymianki są bardzo popularne.
Wracając do naszego leniwego pobytu w Wiecznym Mieście. Późnym rankiem często wpadaliśmy do pobliskiej kawiarni. Cappuccino i cornetto na śniadanie, tak wygląda według mnie idealny poranek. Dwie starsze panie, pracujące w kawiarni, cierpliwie wymieniały nam różne smaki cornetto. Uważam, że najlepszy jest pistacjowy, ale to już kwestia gustu. Co ciekawe za cały zestaw cappuccino plus cornetto dla dwóch osób, nie zapłaciliśmy więcej niż 5 euro. Między 11.00 a 16.00 nie wychylaliśmy się z przyjemnie chłodnego mieszkania. W tych godzinach odbywa się siesta, bardzo popularna w krajach śródziemnomorskich. Kto tylko może, zamyka swój biznes i udaje się na lekki lunch. Zazwyczaj jest to pasta, czyli makaron, przyrządzany na różne sposoby. Następnie czas na odpoczynek, regenerację przed aktywnym życiem wieczornym.


Spacerując wieczorem uliczkami miasta, widzieliśmy niejednokrotnie ludzi pijących aperitif, czyli napój alkoholowy podawany przed posiłkiem dla pobudzenia apetytu. To wyjaśnia, dlaczego Włosi wieczorem tak chętnie jedzą. Jak wiadomo, posiłek jest doskonałym pretekstem, żeby spotkać się ze znajomymi i rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Każdy chyba pamięta z dzieciństwa powiedzenie: "Przy jedzeniu się nie gada, bo się w brzuszku źle układa". Założę się, że żadne włoskie dziecko nigdy tego nie słyszało!
W letnie wieczory, Rzym ma do zaoferowania naprawdę mnóstwo atrakcji. Koncerty, plenerowe teatry, dobre kino pod gołym niebem czy wspólne granie w planszówki. Nawet trafiliśmy na naukę tańca swing. Przyglądając się z boku, miałam wrażenie, że wszyscy świetnie się bawią. Wieczór w wieczór zabawa, wspólne posiłki, tańce. Super było w tym uczestniczyć.
Teraz udowodnię, że nie jesteśmy całkowitymi ignorantami, ponieważ zwiedziliśmy kilka nieoczywistych miejsc. Pierwszym wartym uwagi jest Awentyn. Wysunięte najbardziej na południe wzgórze w Rzymie. Jest to miejsce wymarzone do mieszkania. Piękne, bogate wille z widokiem na wieczne miasto. Dla wielu z nas pozostanie tylko marzeniem. Za to zwiedzanie jest za darmo. Nasze kroki skierowały się do Giardino degli Aranci, czyli ogrodu pomarańczowego. Podejrzewam, że zimą, kiedy owoce pojawiają się na drzewach, widok musi być niesamowity. Mimo braku pomarańczy, park robi wrażenie. Otoczony starożytnym murem, z piękną panoramą miasta, przyciąga turystów oraz lokalnych mieszkańców. Idealne miejsce na romantyczną randkę przy zachodzie słońca. Można zabrać koc, jedzenie i urządzić sobie piknik w najbardziej ekskluzywnej części miasta.



Zaraz obok parku znajduje się Bazylika Św. Sabiny. Jeden z najstarszych kościołów w Rzymie. Ciekawostką jest to, że właśnie w tym miejscu znajduje się pierwsze przedstawienie ukrzyżowanego Chrystusa. Awentyn to również miejsce, gdzie mieści się najsłynniejsza dziurka od klucza w Rzymie. A swoją sławę zawdzięcza temu, że skrywa widok na Watykan. Przyznaje się, że ze względu na długą kolejkę ludzi, odpuściliśmy sobie tę atrakcję. Informacja dla leniwych - ten sam widok można ujrzeć na ekranie we włoskim filmie "La Grande Bellezza". Polecam.
Kolejnym, mniej turystycznym miejscem, które warto odwiedzić, jest Tivoli. Małe miasteczko, oddalone o 30 km od Rzymu, które ma wiele do zaoferowania. Głównym powodem, dla którego się tam wybraliśmy, była temperatura. Z racji wielu drzew i ogrodów, jest tam po prostu chłodniej i przyjemniej. W Tivoli znajdują się trzy główne atrakcje: Willa Hadriana, Willa D'este oraz Willa Gregoriana. Nasz wybór padł na park Willa Gregoriana. Nazwa pochodzi od imienia papieża Grzegorza XVI. Polecił on zaprojektować ogród w celu odbudowy koryta rzeki Aniene. Nie jest to jednak zwyczajny ogród. Malownicze, zielone ścieżki prowadzą nas przez kilkanaście atrakcji. Główną jest widowiskowy wodospad, sięgający 105 metrów! Po drodze mijaliśmy również jaskinie Syren i Neptuna, tajemnicze tunele oraz ruiny willi. Całość robi niesamowite wrażenie.





Po tak wyczerpujących atrakcjach zasłużyliśmy na nagrodę. Nagrodę w postaci il gelato. Włoskie lody są naprawdę doskonałe. Ciocia poleciła nam kilka sprawdzonych lodziarni, więc głupio było ich nie wypróbować. Następnie, późnym wieczorem, podobnie jak Włosi, zasiadaliśmy do spożywania pizzy. Kuba od zawsze jest w niej zakochany, a jego miłość udzieliła się także mnie. Mając na uwadze, że niedługo opuszczamy Włochy, zajadaliśmy się pizzą codziennie. Co ciekawe, dieta jaką trzymają Włosi, jest naprawdę zdrowa. Mimo tego, że jedzą późno, ich dania są lekkie, urozmaicone, i, co najważniejsze, nie podjadają oni między posiłkami, co dla mnie jest wielkim wyzwaniem. Uwierzcie mi, że nigdy nie widziałam otyłego Włocha.

Dopełniając nasze nietypowe, rzymskie wakacje, gorąco polecam dwa filmy kręcone w Wiecznym Mieście. Rzecz jasna, oglądaliśmy je w Rzymie, co zdecydowanie podkręciło nasze doznania filmowe. Pierwszym jest wspomniany już wcześniej film "La Grande Bellezza", czyli "Wielkie piękno", z 2013 roku. Drugi film to klasyk, "Rzymskie wakacje" z piękną i słynną Audrey Hepburn. Oba warte obejrzenia.
Zainspirowani filmem "Wielkie piękno", wybraliśmy się na wieczorny spacer do Parku Akweduktów. Zdecydowanie, było to wielkie piękno. Monumentalne, starożytne akwedukty, w świetle zachodzącego słońca, zrobiły na nas niesamowite wrażenie. Największy z nich nosi nazwę Akwedukt Klaudiusza i powstał w I wieku. Zadaniem akweduktów było doprowadzenie wody do głównych miast z odległych źródeł, na przykład z Tivoli, miasteczka, które zwiedziliśmy kilka dni temu. W czasach swojej świetności, Wieczne Miasto nazywano Regina Aquarum, czyli królową wód. Sieć akweduktów zasilała termy, publiczne fontanny i domy patrycjuszy. Kolejnym dużym plusem tego miejsca jest to, że odwiedzają go głównie rzymianie. Nie widzieliśmy prawie żadnych turystów. A dla nas jest to dodatkowa wartość. Z całego serca polecam odwiedzić to miejsce.





Nasze zwiedzanie Rzymu może nie jest wybitne, ale dla nas idealne. Bez pośpiechu. Bez spiny. Bo zawsze można spokojniej, inaczej, po swojemu. Arrivederci Roma!
Korekta: Aleksandra Wójcik


Komentarze
Prześlij komentarz