Bałkański kocioł. Czarnogóra



Ostatnie dni to był dosłownie rollercoaster. Fizycznie i emocjonalnie. W ciągu tygodnia przejechaliśmy przez pięć państw. Z Ankony we Włoszech popłynęliśmy statkiem do Splitu w Chorwacji. Towarzystwo Włochów podczas rejsu było bardzo sympatyczne. A widok porannej kolejki do kawiarni znajdującej się na promie — bezcenny. Z lekkim uczuciem nostalgii, opuściliśmy statek. Bardzo polecamy podróże nocą. Jest to jeden z praktycznych, podróżniczych tipów. Można w ten sposób zaoszczędzić na noclegach.







Ze Splitu udaliśmy się autokarem do Medjugorie. Miejsce, które jeszcze 30 lat temu było spokojną wioską, dzisiaj jest pełne pielgrzymów z całego świata. Przyznam, że naszym głównym celem było spotkanie z rodzicami, którzy przebywali tam na pielgrzymce. Owszem, byłam w Medjugorie 15 lat temu i mam miłe wspomnienia. Teraz jednak nie spodziewałam się żadnych duchowych przeżyć. Razem z Kubą byliśmy raczej sceptycznie nastawieni. Okazało się, że trwa tam właśnie Międzynarodowy Festiwal Młodych. Byliśmy zaskoczeni tłumem ludzi. Ludzi, którzy modlą się razem, śpiewają i są w tym wszystkim autentyczni. Gdy podczas mszy świętej nastąpił moment przekazania pokoju, kilka osób odwróciło się, by uścisnąć nasze ręce. W pierwszym momencie pomyślałam: "Ale jak to? Przecież jest pandemia, nie wolno trzymać się za ręce…" I zaraz pomyślałam, jakie to bez sensu. Gdy przekazywaliśmy sobie znak pokoju, czułam wielkie wzruszenie. Przez całe wieczorne nabożeństwo nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Byłam mega poruszona. Ja, która przez ostatnie miesiące miałam serce jak z kamienia, czułam jak powoli topnieje. Pokój serca. Medjugorie ma w sobie coś niesamowitego.







Jednego wieczoru miałam bardzo ważną rozmowę z mamą. Rozmowę, której mi brakowało przez wiele lat. Myślę, że żyjemy w takich dziwnych czasach, skoro prawdziwe, głębokie dialogi są na wagę złota. Dlatego jestem bardzo wdzięczna za ten czas.

W Medjugorie mają miejsce również nietypowe spotkania. Wieczorem, wśród grupy młodych ludzi, dostrzegliśmy starszą panią. Jako, że mamy słabość do starszych pań, zaczęliśmy ją obserwować. Kuba obawiał się, że zostanie stratowana przez tłum młodzieży. Babcia wyglądała, jakby kogoś szukała. Po jakimś czasie podeszliśmy do niej zapytać, czy potrzebuje pomocy. Okazało się, że ma na imię Elena i pochodzi z Rumunii. Trochę nas to zaskoczyło, bo nie znamy ani jednego słowa w tym języku. Jednak za pomocą gestów domyśliliśmy się że Babcia Elena szuka miejsca, żeby napełnić butelkę wodą. Wzięłam nowo poznaną znajomą pod rękę i ruszyliśmy przed siebie. Z pomocą słownika dowiedzieliśmy że przyjechała specjalnie na festiwal młodych. Finalnie odprowadziliśmy ją prawie pod same drzwi mieszkania, gdzie wyszedł po nią syn. Prawdopodobnie na niego czekała, gdy dostrzegliśmy ją pod kościołem. Spotkanie z Babcią Eleną było takie proste i nadzwyczajne jednocześnie. Jak dobrze wychodzić ze swojej strefy komfortu i otwierać się na drugiego człowieka. Wtedy wydarzają się małe cuda.



Wracając nocą uliczkami Medjugorje przechodziliśmy obok kawiarni. Nagle ludzie przy stoliku zaczęli śpiewać pieśń "Emmanuel". Zaraz dołączyły się inne stoliki i ludzie przechodzący obok. To był niezwykły widok. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłam.

Po kilku bardzo intensywnych dniach w Medjugorje, wyruszyliśmy w dalszą drogę do Czarnogóry. Udało nam się krótko zwiedzić piękny, ale jednocześnie zatłoczony Mostar. Po całej nocy w autobusie, w końcu dotarliśmy do celu, czyli kolejnego miejsca naszego wolontariatu.

Jak sama nazwa wskazuje, Czarnogóra przywitała nas wspaniałym górskim krajobrazem. Urok tego miejsca dotarł w różne zakątki świata. Przejeżdżając przez kilka miast widzieliśmy rejestracje aut z wielu państw. Belgia, Francja, Niemcy, a nawet odległa Hiszpania. Niestety, mimo naszej wielkiej sympatii, Czarnogóra nie przyjęła nas z otwartymi ramionami. Pierwszy raz zdecydowaliśmy się opuścić docelowy workaway jak najszybciej. Na miejscu okazało się, że psy, którymi mieliśmy się zajmować, były dość agresywne i nieokrzesane. Rankiem po ciężkiej nocy, oznajmiliśmy właścicielce czworonogów, że wyjeżdżamy. Mimo że kosztowało mnie to wiele stresu i wymagało asertywności, wytłumaczyłam, że po prostu boję się tych psów. Na szczęście, kobieta była bardzo wyrozumiała. Ta sytuacja pokazała mi, że zawsze mamy wybór. Jeśli jakaś sytuacja nas przerasta, najlepszym rozwiązaniem jest szczerość wobec siebie i innych. To był czas, kiedy miałam największy dotąd kryzys. Narastające zmęczenie, frustracja i świadomość, że nie mamy gdzie się podziać w najbliższych dniach, spowodowała we mnie totalne załamanie. Czułam wtedy, że to wszystko mnie przerosło. I pozwoliłam sobie na te emocje. Kiedy człowiek sięga dna, a tak się wtedy czułam, później może być tylko lepiej. Od dna można się odbić. 
Znaleźliśmy sobie na kilka dni najtańszy nocleg gdzieś w górach. Pośrodku niczego. Chcieliśmy pozbierać myśli i znaleźć rozwiązanie. Na miejscu wysłaliśmy dziesiątki wiadomości w różne miejsca. Niestety, z kiepskim odzewem. Zaczynało do nas dochodzić, że nasza dobra passa się kończy. Może to czas wracać do Polski? Po kilku dniach, byliśmy naprawdę zrezygnowani. I nagle poczułam, że ja nie chcę kończyć tej przygody. Przecież musi być jakieś rozwiązanie! I rzeczywiście było. I to takie, jakiego się nie spodziewaliśmy. Doskonałe. W tym momencie jesteśmy w nowym miejscu. Wkrótce napiszę o nim więcej...











Chcę się jeszcze podzielić historią autostopową w Czarnogórze. Podczas tych kilku dni poruszaliśmy się wyłącznie autostopem. Z dużym powodzeniem. Pierwszy zatrzymał się uśmiechnięty gościu około sześćdziesiątki. Opowiedział nam dużo o sytuacji politycznej w kraju. Okazało się, że nie wygląda to za ciekawie. Czarnogóra jest jednym z najmłodszych państw na świecie. W 2006 roku po przeprowadzonym referendum, odłączyła się od Serbii. Od wielu lat panują tutaj napięcia społeczne na tle etnicznym i politycznym. Według Slavko, naszego rozmówcy, USA wywiera duży wpływ w tym regionie i steruje skorumpowanymi politykami. Ciekawostką jest fakt, że w przeprowadzonym referendum na temat członkostwa w NATO, 74% głosujących opowiedziało się przeciwko. Mimo wszystko rządzący wprowadzili państwo do Sojuszu. Tej informacji nie udało mi się potwierdzić w innym źródle. Temat jest bardzo złożony. Na końcu okazało się, że Slavko jest znanym duńskim aktorem serbskiego pochodzenia. Rzecz jasna, my go nie znaliśmy. Grał między innymi serbskiego gangstera w filmie "Pusher".





Ostatniego dnia chcieliśmy się dostać do miasta Bar. Chociaż odległość była stosunkowo mała, bo około 60 km, jechaliśmy prawie cztery godziny, z powodu tłumów turystów, którzy w tym roku namiętnie odwiedzają Czarnogórę. Stojąc w korkach mieliśmy super towarzystwo włosko-francuskiej pary. Ostatni odcinek przejechaliśmy z dwoma chłopakami z Dubaju. Jeden z nich mówił świetnie po angielsku, drugi prawie wcale. Star i Abdul. Star był bardzo zainteresowany naszą wyprawą. Na początku nie mógł pojąć, dlaczego nie zarabiamy pieniędzy, jak normalni ludzie. Nie rozumiał idei wolontariatu. Jednak po długich wyjaśnieniach, chyba do niego dotarło, że szukamy czegoś więcej. Star miał zdecydowanie żyłkę do interesów. Opowiedział nam, że chce założyć markę odzieżową w Dubaju. Spytał, czy nie znamy w Polsce fabryki produkującej len, ponieważ chciałby nawiązać współpracę. Ostatecznie wymieniliśmy się numerami. Kto wie, może otworzymy razem odzieżowy biznes? Podróże zdecydowanie otwierają drzwi do różnych nietypowych znajomości. Byliśmy naprawdę mile zaskoczeni otwartością i przyjaznym nastawieniem ze strony ludzi tak różnych od nas. Mimo, że dzieli nas kultura, religia, styl życia, możemy nawzajem się inspirować i szanować.

Tak oto zakończyła się nasza przygoda z Czarnogórą. Mam nadzieję, że w przyszłości wrócimy tutaj, ale w mniej obleganych miesiącach. Chociaż czasem było ciężko, wyszliśmy z tego razem. Silniejsi. Z nowymi doświadczeniami. Tutaj naprawdę poczułam, że jestem w podróży. Nie na wakacjach. Nie na wycieczce. Ale w podróży, która kształtuje charakter. Jestem bardzo wdzięczna.




Korekta: Aleksandra Wójcik





Komentarze

Popularne posty