House sitting wśród gajów oliwnych

House sitting we Włoszech
Jak się tutaj znaleźliśmy? Okazało się, że z Baru, miasta w Czarnogórze, jest świetne połączenie promem do Bari, miasta we Włoszech. Na workaway.info znalazłam ogłoszenie włoskiej rodziny, która szukała kogoś do zaopiekowania się ich domem podczas wakacji. Powiem szczerze, że jest to ogłoszenie idealne. Takich ofert na stronie workaway można policzyć na palcach jednej ręki. Uważam, że mamy wielkie szczęście. Znaleźliśmy to, czego nam było najbardziej potrzeba ‑ noclegu i spokoju. Odpoczynku po ostatnich zwariowanych tygodniach. W gratisie otrzymaliśmy towarzystwo bardzo przyjacielskich czworonogów.
House sitting jest ostatnio coraz bardziej popularny, nawet w Polsce. Sama należę do polskiej grupy house sittingu na Facebooku. Działa to naprawdę fenomenalnie. Na przykład, ludzie mieszkający w górach, wymieniają się swoimi domami z osobami z nad morza. Tak spędzają urlop, nie płacąc za noclegi w hotelach. Takie osoby szukają też kogoś zaufanego do opieki nad swoimi pupilami, zupełnie jak w naszym przypadku. Każda ze stron czerpie korzyści. Bardzo dużo takich ofert można znaleźć na przykład we Francji. Właściciele bogatych willi lub dworków często szukają opieki nad posiadłością podczas ich nieobecności.
Nasze obowiązki to karmienie dwóch psów i rybek, zapewnienie im towarzystwa i po prostu opieka nad domem. Oznacza to, że dbamy o to miejsce, jak o własne. Kuba kosi trawę, gdy sięga już znacznie powyżej kostek. Ja natomiast odkurzam dom od czasu do czasu. Zajmowanie się olbrzymim domem, ogrodem i zwierzętami to dla nas nowe i cenne doświadczenie, ponieważ w Polsce mieszkaliśmy sami w małym mieszkaniu. Oprócz podstawowych obowiązków mamy mnóstwo czasu dla siebie. Najfajniejszą rozrywką jest gra w piłkarzyki. Już wiemy, że w przyszłości, w naszym wymarzonym domku, postawimy stół do gry zamiast telewizora.




A propos telewizora, w ogrodzie stoi projektor, z którego często korzystamy. Oglądając w ten sposób filmy, czujemy się jak podczas seansów plenerowych pod gwiazdami. Ostatnio wkręciliśmy się w serial "The Chosen", opowiadający o życiu Jezusa i jego uczniów. Ale w jaki sposób! Genialny! Moim zdaniem to świetna interpretacja Ewangelii, która bywa trudna i niezrozumiała, przynajmniej dla mnie. "The Chosen" przenosi nas do czasów sprzed dwóch tysięcy lat. Ukazuje zasady panujące w żydowskim społeczeństwie. W ten teoretyczny porządek wchodzi postać Jezusa. Mężczyzny, który przewraca wszystko do góry nogami i pociąga za sobą innych. Wybranych. Największym atutem tego serialu są relacje. Uczniowie są prawdziwi, przeżywają żywe emocje, są mocno poturbowani. Żyją z Jezusem obok, a mimo to grzeszą, są zagubieni. To daje nam nadzieje, że i my nie musimy być idealni, tylko prawdziwi. A postać samego Jezusa jest niesamowita. Pełna miłości. Czasem bardzo ludzka. Niezwykle pociągająca. Ludzie pracujący nad tym serialem robią świetną robotę. Warto wspomnieć, że „The Chosen” jest sponsorowany z fundraisingu, czyli zdobywania funduszy wyłącznie od osób indywidualnych, przedsiębiorów lub fundacji.
I w ten sposób, od house sittingu, przeszłam do Jezusa. Wybaczcie, ale ten serial naprawdę mnie oczarował.

House sitting jest ostatnio coraz bardziej popularny, nawet w Polsce. Sama należę do polskiej grupy house sittingu na Facebooku. Działa to naprawdę fenomenalnie. Na przykład, ludzie mieszkający w górach, wymieniają się swoimi domami z osobami z nad morza. Tak spędzają urlop, nie płacąc za noclegi w hotelach. Takie osoby szukają też kogoś zaufanego do opieki nad swoimi pupilami, zupełnie jak w naszym przypadku. Każda ze stron czerpie korzyści. Bardzo dużo takich ofert można znaleźć na przykład we Francji. Właściciele bogatych willi lub dworków często szukają opieki nad posiadłością podczas ich nieobecności.
Nasze obowiązki to karmienie dwóch psów i rybek, zapewnienie im towarzystwa i po prostu opieka nad domem. Oznacza to, że dbamy o to miejsce, jak o własne. Kuba kosi trawę, gdy sięga już znacznie powyżej kostek. Ja natomiast odkurzam dom od czasu do czasu. Zajmowanie się olbrzymim domem, ogrodem i zwierzętami to dla nas nowe i cenne doświadczenie, ponieważ w Polsce mieszkaliśmy sami w małym mieszkaniu. Oprócz podstawowych obowiązków mamy mnóstwo czasu dla siebie. Najfajniejszą rozrywką jest gra w piłkarzyki. Już wiemy, że w przyszłości, w naszym wymarzonym domku, postawimy stół do gry zamiast telewizora.




A propos telewizora, w ogrodzie stoi projektor, z którego często korzystamy. Oglądając w ten sposób filmy, czujemy się jak podczas seansów plenerowych pod gwiazdami. Ostatnio wkręciliśmy się w serial "The Chosen", opowiadający o życiu Jezusa i jego uczniów. Ale w jaki sposób! Genialny! Moim zdaniem to świetna interpretacja Ewangelii, która bywa trudna i niezrozumiała, przynajmniej dla mnie. "The Chosen" przenosi nas do czasów sprzed dwóch tysięcy lat. Ukazuje zasady panujące w żydowskim społeczeństwie. W ten teoretyczny porządek wchodzi postać Jezusa. Mężczyzny, który przewraca wszystko do góry nogami i pociąga za sobą innych. Wybranych. Największym atutem tego serialu są relacje. Uczniowie są prawdziwi, przeżywają żywe emocje, są mocno poturbowani. Żyją z Jezusem obok, a mimo to grzeszą, są zagubieni. To daje nam nadzieje, że i my nie musimy być idealni, tylko prawdziwi. A postać samego Jezusa jest niesamowita. Pełna miłości. Czasem bardzo ludzka. Niezwykle pociągająca. Ludzie pracujący nad tym serialem robią świetną robotę. Warto wspomnieć, że „The Chosen” jest sponsorowany z fundraisingu, czyli zdobywania funduszy wyłącznie od osób indywidualnych, przedsiębiorów lub fundacji.
I w ten sposób, od house sittingu, przeszłam do Jezusa. Wybaczcie, ale ten serial naprawdę mnie oczarował.

Wracając do cudownych Włoch. Nasza posiadłość mieści się niedaleko małego miasteczka Sannicandro di Bari. Zdecydowaną zaletą takich miejsc są niższe ceny w restauracjach i brak turystów. W niedzielne wieczory chodzimy na włoską pizze. Pizzę doskonałą. Zdaje sobie sprawę, że ciągle do tego powracam, ale nie da się milczeć na temat włoskiego jedzenia. Pizza we włoskiej restauracji ma jeden standardowy rozmiar. Za klasyczną margheritę zapłaciliśmy tylko 4 euro! Popijając wyborne lokalne wino rozmawiamy o tym, że dla samego jedzenia we Włoszech, jesteśmy w stanie tu zamieszkać na zawsze. A tak na poważnie, to z pewnością będziemy tutaj wracać.










Na koniec chcę przedstawić naszych uroczych towarzyszów. Chico i Priscilla.
Pit bull i terier bostoński. Z racji swojego sędziwego wieku, są bardzo spokojne i oddane. Chodzą za nami jak cień. Gdy wychodzimy na kilka godzin, po powrocie witają nas uradowane. Radości i głaskania nie ma końca. Mój mąż do tej pory twierdził, że nie lubi psów. Jednak patrząc na niego dziś, odnoszę całkiem inne wrażenie. Uwaga, podróże naprawdę zmieniają ludzi! W ciągu dnia większość czasu spędzamy z psami w ogrodzie, gdzie można znaleźć prawdziwe rarytasy. Pyszne dojrzałe figi, drzewo granatu oraz zielone limonki. Oprócz tego cieszące oczy palmy i wielkie drzewo oliwne. Z resztą, cały region słynie z gajów oliwnych i pysznej, regionalnej oliwy.






Pit bull i terier bostoński. Z racji swojego sędziwego wieku, są bardzo spokojne i oddane. Chodzą za nami jak cień. Gdy wychodzimy na kilka godzin, po powrocie witają nas uradowane. Radości i głaskania nie ma końca. Mój mąż do tej pory twierdził, że nie lubi psów. Jednak patrząc na niego dziś, odnoszę całkiem inne wrażenie. Uwaga, podróże naprawdę zmieniają ludzi! W ciągu dnia większość czasu spędzamy z psami w ogrodzie, gdzie można znaleźć prawdziwe rarytasy. Pyszne dojrzałe figi, drzewo granatu oraz zielone limonki. Oprócz tego cieszące oczy palmy i wielkie drzewo oliwne. Z resztą, cały region słynie z gajów oliwnych i pysznej, regionalnej oliwy.






W naszej włoskiej willi mieszkamy już dwa tygodnie. Za kilka dni poznamy właścicieli tego domu i mamy nadzieję spędzić z nimi trochę czasu. Jestem bardzo wdzięczna za to miejsce, które znalazło nas w odpowiednim momencie. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że wszystko dzieje się w idealnym czasie. Jak pisze Roman Brandstaetter w swoim wierszu...
"... nic się nie dzieje przedwcześnie,
I nic się nie dzieje za późno,
I wszystko się dzieje w swym czasie,
Wszystko...
Wszystkie uczucia, spotkania,
Odejścia, powroty, czyny, zamiary,
Zawsze właściwą godzinę biją Boże zegary"
Korekta: Aleksandra Wójcik
"... nic się nie dzieje przedwcześnie,
I nic się nie dzieje za późno,
I wszystko się dzieje w swym czasie,
Wszystko...
Wszystkie uczucia, spotkania,
Odejścia, powroty, czyny, zamiary,
Zawsze właściwą godzinę biją Boże zegary"
Korekta: Aleksandra Wójcik


Komentarze
Prześlij komentarz